ZEŻARŁ!!!
Zeżarł mi kulkę! A było to tak: no dobra, przyznaję, uszkodziłam naszyjnik - ściągnęłam golf przez głowę, a naszyjnik jest tak wygodny i lekki, że go po prostu nie czuję. I zapomniałam, że go mam. Pękł mi przy zapięciu, ale wszystko złapałam. - kulki, zapięcia - wszystko jest. Naszyjnik jest piękny i można go nawlec ponownie. (Jeśli chcesz zobaczyć jak wygląda, to
tu jest jego zdjęcie, na stronie artystki-autorki, na jej blogu
TAKIE MIEJSCE. Ten jesienny, trzeci od góry. A dziewczyna ładne rzeczy robi, i mimo, że sama też robię w biżuterii to kupiłam u niej - to duży komplement)
No i położyłam zerwany na stół, gdzie kocioń nie wchodzi. Ha, ha! Nie wchodzi! Nie wchodzi, jak patrzę. W nocy pewnie poszedł na patrol i wziął sobie jedną kulkę. Nawet nie zauważyłam, jak się obudziłam, że brakuje. Kulki generalnie leżały i to już trzeci dzień. Dopiero domownik mówi mi "wiesz, on się dziś rano tak ładnie bawił. Jakąś piłeczką czerwoną. Tak sobie podrzucał, szarpał, łapami z buzi wyciągał. Ślicznie się bawił". Tak? Ale czym?! Jaką znowu czerwoną piłeczką? "Myślałam, że mu coś nowego kupiłaś." Nie kupiłam. Kiedyś faktycznie kupiłam piłeczkę, która starczyła na 10 minut, zanim kocioń ją gdzieś skitrał. AAAAA!!!!! WIEM!!! Poleciałam obejrzeć kulki. Wszystko jasne. Na dywanie ślady pomarańczowych kłaczków. I pierwsze pytanie: ZEŻARŁ? Czy nie? Bo jak połknął, to się może zatkać i będzie ostry dyżur.
Krótkie poszukiwania doprowadziły do znalezienia kulki pod wanną. Tylko trochę nadwyrężonej. Uff... Kocioń bezpieczny, kulkę da się ponownie sfilcować, kulki schowałam do torebki, bo on trochę żre wełnę, nie jakoś bardzo, ale lubi gryźć mój płaszcz. I futra gości. Ortalionów i goreteksów nie rusza. Naszyjnika, jak wisiał w zasięgu kocich zębów, też nie ruszał. Ale teraz, bo takiej dobrej zabawie, to myślę że się skończyły dobre czasy i jednak będę naszyjnik chować. Za ładny jest.
A Kocioniowi chyba sfilcuję jakąś dużą kulkę. Może wystarczy sfilcować kłębek po wierzchu? Bo ja to nawet zarejestrowałam kątem oka w półśnie, że on z czymś szalał. Nawet wstałam i wyrzuciłam zwierza za drzwi, bo nie dawał spać, tak szałał, i to nie jest typowe dla niego, żeby aż tak się tłuc i budzić, zwykle jest cicho. Ale była 6 rano, byłam półprzytomna i nie przyszło mi do głowy sprawdzać, co ma w pysku. To był błąd.
Czy kulki naszyjnika trzeba kłuć igłą, czy wystarczy przekłuwać linką jubilerską? Bo przez jedną kulkę linka mi przeszła, a przez drugą nie chce przejść i się niszczy koniec linki. W razie czego linkę mam, igłę mam i kombinereczki jubilerskie też, nawet dwie sztuki, bo czasem trzeba jednymi robić, a drugimi przytrzymać. Jak polegnę to się zgłoszę do artystki, ale najprawdopodobniej dam radę sama.