---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wznowiłam pisanie Ciekawej Medycyny, popularno-naukowego bloga. Zapraszam, fajny jest. Wiem, bo sama go napisałam. TUTAJ link.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

środa, 30 marca 2016

Na japońską modłę


Zamysł jest taki: jak się ułozy ładnie pokrojone na osobnych talerzykach, to trzy warzywa na krzyż wyglądają jak multum przystawek. Bardziej się człowiek najada, bo trochę jemy oczami, a trochę się celebruje posiłek. I łatwiej się nasycić małą ilością.

Byłam 5 tygodni na głodówce. Schudłam 10 kg. I dbam, żeby po tak szokującej głodwóce nie mieć efektu jo-jo.

Działa. Jak wściekłe. To jest mała porcja, to co na tacy, a ja nie dałam rady tych warzyw przejeść!.
Działa pięknie.

---
(Jeśli chodzi o głodówkę warzywną, tą co tak dużo schudłam, to metoda jest drastyczna. Lepiej tylko zmienić dietę, niż robić organizmowi szok, ale potrzebowałam zrzucić wagę szybko, bo bardzo mnie boli noga. Ze wszystkich typów głodówek i szokowych diet to ta jest najlepsza. Jak chcesz więcej to jest o tym TUTAJ).


sobota, 12 grudnia 2015

Grań Karkonoszy ( z dopiskiem)

Pociąg do Szklarskiej Poręby. Nocny. Wjazd na Szrenicę. 

Pierwszy dzień to tylko wbiłam się do schroniska Na Hali Szrenickiej. Na luziku. Wieczorkiem się pokręciłam po okolicy, obejrzałam jeziorka na strumieniu przy zielonym szlaku.

Drugi dzień tylko zmieniłam schronisko, na Pod Łabskim Szczytem. Niby "tuż obok", godzinkę. A szłam dwie godziny, i wywiało mnie konkretnie. Ohydnie było.

Trzeci dzień z Łabskiego na przełęcz Karkonowską. Śpię w PTTK Odrodzenie. Ciężka trasa. Szłam ponad 5 godzin. Nominalnie, zależnie od mapy trasa na około 4 godz (od 3 do 4,5, różnie podają). Nóg nie czuję. Nie wiem czy jutro pójdę. 

W planie generalnie Śnieżka albo okolice. Może zejdę do Samotni. Może dojdę na Okraj, a potem do Jarkowic, do znajomych. W Karpaczu jest fajny basen... Trudny wybór. Uwielbiam takie dylematy.







Dopisek.

Czwarty dzień
Odrodzenie - Strzecha Akademicka. Granią. Bo krócej niż obejściem przez las z boku grzbietu. No i w lesie prawdopodobnie jest kopny śnieg. Z grani go zwiało, duje jakby się ktoś powiesił.

Piąty dzień

Mam kryzys. Ostatnie 3 dni były ciężkie. Jeden w paskudnej pogodzie, mimo, że krótki, 2 godz. Koszmarny. Drugi w ślicznej pogodzie, na szczęście, ale najcięższa trasa, nominalnie 4,5 godz, szłam 5,5. Ładnie, ale zimno, trudno było odpocząć. Wczoraj, niby krótka trasa, ze 2,5 godziny, ale w takim wygwizdowie i śniego-deszczu, że jeszcze takiego nie było. I mam dość. I nie chce mi się nigdzie iść dzisiaj. Pójdę, bo to dobrze robi, jak się wylezie ze schroniska, a jak się wylezie, jak plecak spakowany to i się pójdzie, dziś pogoda ładna. Ale ochoty nie mam. Bolą mnie nogi, jestem zakwaszona i zmęczona. Dziś zrobię sobie krótką trasę. Mam do wyboru dwie. Taką na 15 -30 minut,  taką na 50-60 minut. Trudny wybór. Jeszcze myślę. Trochę zależy co chcę robić dalej, czy iść do końca na Okraj, czy zejść przy Śnieżce. A właśnie o to chodzi, że nie wiem co chcę. Dziś tak mnie wszystko boli, że najchętniej bym zeszła. Gdyby to było zwykłe zmęczenie, to bym to zlekceważyła, ale boli mnie konkretne miejsce w stopie i to już jest mało śmieszne. Cóż. Chyba wygra trasa 15 minutowa.... Wydłużyć zawsze mogę, a zobaczę jak ta stopa.

Trochę zdjęć

Pierwsze zdjęcie jest o zmierzchu, jak przyszłam tego dnia co waliło śniego-deszczem i ledwo tyczki było widać. A poniżej zdjęcie następnego dnia rano, o świcie. Drogowskaz widać i nawet drogę z tyczkami. Bogu dzięki za te tyczki. Te zdjęcia ładnie pokazują jak bardzo one są potrzebne...




I jeszcze kilka zdjęć ze Strzechy Akademickiej, z okien jadalni.




A jakby ktoś chciał, to nakręciłam tutaj filmik o apteczce w górach, a właściwie o jednym najważniejszym składniku apteczki. Wisi na Ciekawej Medycynie, zapraszam: KLIKNIJ

piątek, 27 listopada 2015

Kot snowbordzista.

Mój kot zjeżdżał dziś na desce i całkiem ładnie ją kontrolował. Jechał łebkiem do przodu i sterował. Normalnie odlot. Było to tak:
- wróciłam z biegania
- otwieram drzwi
-  w drzwiach - jak zwykle - kot wita,  stoi na szafce na buty. Na brzegu szafki, tam, gdzie Jego Wysokość lubi posadzić tyłek do witania - to leżała kupka czasopism.  Na samym szczycie czasopism leżało nowe prześcieradło, w torebce, zapakowane fabrycznie razem z tekturką. Cały chwiejny stosik zaczął się zsuwać, kot jechał na desce - na tej tekturce. Żeby nie zlecieć, kocina ratował sytuację, odtańcowując jakiegoś szaleńczego kankana.

Widziałam to przez szparę w drzwiach, i widziałam jak osypują się te czasopisma, i że on poleci z szafki, i to właśnie przed drzwi, więc zatrzymałam otwieranie drzwi, by go nie uderzyć.
Kocilla pięknym ślizgiem zjechał przed drzwi razem z "deską", ale jechał łebkiem do przodu i ewidentnie tym sterował (naprawdę).

Sezon narciarski uważam za rozpoczęty.