---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wznowiłam pisanie Ciekawej Medycyny, popularno-naukowego bloga. Zapraszam, fajny jest. Wiem, bo sama go napisałam. TUTAJ link.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 listopada 2015

Kot snowbordzista.

Mój kot zjeżdżał dziś na desce i całkiem ładnie ją kontrolował. Jechał łebkiem do przodu i sterował. Normalnie odlot. Było to tak:
- wróciłam z biegania
- otwieram drzwi
-  w drzwiach - jak zwykle - kot wita,  stoi na szafce na buty. Na brzegu szafki, tam, gdzie Jego Wysokość lubi posadzić tyłek do witania - to leżała kupka czasopism.  Na samym szczycie czasopism leżało nowe prześcieradło, w torebce, zapakowane fabrycznie razem z tekturką. Cały chwiejny stosik zaczął się zsuwać, kot jechał na desce - na tej tekturce. Żeby nie zlecieć, kocina ratował sytuację, odtańcowując jakiegoś szaleńczego kankana.

Widziałam to przez szparę w drzwiach, i widziałam jak osypują się te czasopisma, i że on poleci z szafki, i to właśnie przed drzwi, więc zatrzymałam otwieranie drzwi, by go nie uderzyć.
Kocilla pięknym ślizgiem zjechał przed drzwi razem z "deską", ale jechał łebkiem do przodu i ewidentnie tym sterował (naprawdę).

Sezon narciarski uważam za rozpoczęty.


czwartek, 20 września 2012

NA KŁOPOTY ze SNEM - koteczek

Każdy kto ma kłopoty ze spaniem powinien sprawić sobie kota.
Czy wiecie jak słodko taki kot śpi?
Taki kłębuszek?
Czasem sobie jeszcze łapeczką oczy zasłania, żeby nie raziło. Albo czubeczkiem ogona.
No, po prostu poezja.
A dużo śpi - więc łatwo mieć na wzór.
Mi się momentalnie zachciewa jak popatrzę.



Jogurt morelowy i kot:
Mi smakował średnio (jogurt mi smakował oczywiście, kota nie liżę), kotu bardzo. W celach HYGENICZNYCH wspólnej konsumpcji najpierw dałam do wylizania wieczko. A potem skapywałam po łyżce na to wieczko. Kocina sukcesywnie wylizywał. Żeby mu wieczko nie latało - przytrzymałam. Laptop na kolanach, albo książka. Obok kot - i tak sobie razem jemy jogurt. Romantico.
A już się zbój nauczył, że jak siedzę i czytam, to zwykle coś jem, więc przychodzi na patrol i wsadza ryj. Dziś poszedł na spółkę serek waniliowy. Mi smakował bardzo, kotu całkiem całkiem. Wczoraj serek truskawkowy, ale dużo to kotu nie dałam, bo tych cukrowo-owocowych rzeczy wolę nie dawać. A rwie się, kocioń, do wszystkiego co mleczne! Ogromnie lubi. Budyń też usiłuje wyżreć, choć on nigdy nie jest za bardzo nachalny na jedzenie, bo łagodny i dobrze wychowany. Dadzą, ok, miło, a nie dadzą, to się nie będę upierał. No, dobra, przejdę w nocy po stole, bo w dzień to mnie widzą i gonią i wiem, że nie wolno, więc przejdę nocą, i jak zostawili to przecież grzech by wyschło i się zmarnowało...

:-)))

Wczoraj byłam na rybach, w nowym miejscu, i wreszcie zaczęły mi się łapać krąpie. Wcześniej mi się nie łapały. Dobry znak. Powtórzę eksperyment, bo albo miejsce, albo dzień, albo przynęta, przy czym obstawiam miejsce. Zobaczymy, na razie pada. Jedyny większy krąp w garnku. Będzie ucha. Mniejsze też można jeść, bo nie mają wymiaru ochronnego, ale skrobać się nie chce takich maluszków.

A nie tylko ja karmię kota, on dziś też mi jedzenie przyniósł. Mysz w dowód miłości. Numer 142 w tym roku. Żaden facet mi tyle kwiatów nie dał....

wtorek, 15 maja 2012

KLESZCZ CZWARTY - NABIERAM WPRAWY

Nabieram wprawy.

Przyłożyłam pacjentowi wacik z spirytusem pod ucho, na kleszcza. I trzymałam. Pacjent się lizał. Nie zwracał na mnie, ani na wacik, uwagi. Wylizał łapy, wylizał ogon, tułów sobie wylizał. Tylko za uchem się nie lizał, tam gdzie trzymałam.

Po paru minutach, wzięłam na kolana, ustawiłam łeb, odgarnęłam sierść - dużo jej nie było, chyba bardzo swędziało, bo aż łysinkę miał wydrapaną. Złapałam kleszcza u podstawy PĘSETĄ CHIRURGICZNĄ - i tu właśnie leży klucz do sukcesu - bo chirurgiczna oznacza tyle, że na końcu pęsety jest ząbek i rowek na ząbek. A taki ząbek bardzo poprawia chwyt. A ta jeszcze miała cienką, zagiętą  w bok końcówkę, tak że mogłam podejść do główki kleszcza z boku, a nie z góry. Cudownie. I teraz to wystarczyło szarpnąć, przytrzymując skórę wokół. I wyszedł. Cały. Z główką. Elegancko.

Pacjent leżał grzecznie na kolanach i pozwalał sobie dłubać za uchem. Chyba bardzo go swędział ten kleszcz, a koci skurczybyk doskonale wie, że mu pomagam. Jak trochę zaczął ruszać łbem, bo coś tam się obok działo, to lekko przydusiłam łeb. Ale łapy ani drgnęły. Leżał zwinięty w kłębek na kolanach. Tym razem usuwałam bez asysty, bez trzymania, bez pomocy. Licząc tylko na zrozumienie pacjenta.

I słusznie liczyłam.

czwartek, 26 stycznia 2012

PÓŁECZKA NA KALORYFER

Zrobiłam kotu półeczkę.  Kaloryferową.

Patrzyłam niemal od początku pobytu u mnie - jak usiłuje się wtrynić na górną część kaloryfera, ale mam tak blisko do parapetu, że nawet bardzo chudy kot się nie zmieści. No to chociaż boczkiem. No chociaż jakoś z oparcia fotela… Jak patrzyłam na te próby przytulenia się do ciepłego, ponawiane systematycznie, no to zrobiłam półeczkę, a niech ma. Wystarczyło kilka deseczek z działki, parę śrub i gwoździ, i na deser drobna danina z krwi – raz nie trafiłam młotkiem, ale tylko troszeczkę. No i ręcznik, żeby było miękko kotu w tyłeczek.



I co? I super. Półeczka została przetestowana i uzyskała 11 punktów w  10- punktowej skali. Stała się najbardziej ulubionym miejscem spania kota. Lepszym nawet niż wieszak na ręczniki w łazience (sic!), który do tej pory był najgłówniejszy ulubiony.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

MAM KOTA

Zawsze chciałam mieć kota, i jakoś tak się nie składało, tysiąc powodów było, żeby nie. A teraz mam. Ślicznego. Od miesiąca mam. I już zostanie. Jest dorosły, sprytny, i czarny. Bardzo czarny. Ma czarne wąsy, nos i nawet poduszeczki łap. To całkiem fajny pierwszy wpis.

 



(Nie wiem, czy wiecie że pisząc bloga można publikować "wstecz". Skwapliwie z tego korzystam. Ale ten powyższy wpis jest pierwszy. Oryginalny pierwszy.)