---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wznowiłam pisanie Ciekawej Medycyny, popularno-naukowego bloga. Zapraszam, fajny jest. Wiem, bo sama go napisałam. TUTAJ link.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

sobota, 28 kwietnia 2012

Uwielbiam poniedziałki !!!


Dziś pierwszy raz wyszło słońce. Pierwszy raz od tygodnia. Piękna słoneczna spokojna sobota. Przestała się unosić para z oddechu. Pierwszy raz rano nie miałam dylematu jak rozpalić w piecu nie wychodząc spod kołdry. Po prostu nie paliłam. Po prostu można było usiąść na tarasie w słońcu. Ptaki śpiewały, żaby kumkały, wszystko kwitło i rozwijało liście, kot ganiał – idylla. Aż się zastanawiałam jak tu pracować w takich warunkach jak wszystko w człowieku śpiewa?

WRR WRRRRR WRRRRR WRRRRR!!!

Ścigacze po rzece. Cała wycieczka. Tu jest rezerwat ptaków, na bagnach po drugiej stronie rzeki. Tu powinna być jakaś strefa ciszy, albo co? Ja wiem, że tu jest co prawda główny szlak wodny z Wawy na Mazury ale może to można jakoś inteligentnie rozwiązać?

Potem sąsiad włączył piłę spalinową. Drzewo do kominka ciął sobie. Jego drzewo, jego piła, jego prawo. Noce zimne, drzewo jest bardzo potrzebne.

Potem ścigacze przejechały w drugą stronę, z powrotem na Zalew Zegrzyński.

Poniedziałek! Ja chcę poniedziałek! Byle do poniedziałku….


piątek, 27 kwietnia 2012

Kot się zepsuł



Pucilla- kocilla śpi. Przespał całą noc, rano wyszedł na jakieś 3 godzinki i od 9 rano śpi. Jest teraz dobrze po południu, a śpi twardo. Pewnie mu się baterie wyładowały. Latał za ptakami, latał, nowy teren, nowe wszystko… a teraz mu odpuściło, śpi, odsypia, śpi słodko, zwinięty w ciasny kłębek, mała czarna podusia. Jak na niego patrzę to też mi się zachciewa, zamiast robić na kompie, zwłaszcza że deszcz pada i na zdjęcia dziś nie pójdę.




czwartek, 26 kwietnia 2012

Widziałam zimorodka. I bobra.

Widziałam dziś zimorodka. Ptak – klejnot. Głównie niebieski, błyszczący tak, że aż świecący. Leciał sobie nad wodą. Przemknął, tak prawdę mówiąc, bo one bardzo szybko latają. Jak błysk mieszanki kolorów.

A czatowałam na bobry. Nie było ich tym razem w moim ulubionym miejscu. Ale jednego zobaczyłam. Był dość daleko. Płynął głównie pod powierzchnią. Proszę bardzo, jest na zdjęciu poniżej, całkiem ładna fala za nim, szybko pływa.

Na obiad miałam dziś świeżą rybę. Mniam. A co się naskrobałam, to moje. Kot nie chciał jeść. Ani surowej, Anie smażonej. Ten egzemplarz nie lubi ryb. W karmach sklepowych też nie. Nie chce, niech nie je, więcej dla mnie zostanie. W rybie podobno minerałów dużo, to wcale dla kastratów nie takie dobre. Dam mu co innego. Sierść lśni, oko błyszczy, krzywda mu się nie dzieje. Ja mogę jeść minerały, bo wystarczy, że dużo wypiję i nic mi się nie wytrąci w nerkach, żadne piaski ani kamienie, a kotu jakoś nie umiem wytłumaczyć, żeby pił więcej.


środa, 25 kwietnia 2012

NOWY BLOG

Założyłam nowy blog. Czatowy.

Skoro już prowadzę czaty tematyczne, to fajnie jak transktypty z czatów są takie bardziej dostępne...
Link do bloga jest z boczku, w "piszę też blogi", a dodatkowo proszę: http://czatysens.blogspot.com/http://czatysens.blogspot.com/

W normalne dni - fragmenty czatów.
W środy zajawka i przypominajka o jutrze, w czwartki - CZAT i zajawka. W niedzielę sylwetki ludzi prowadzących czaty.
Dobry plan? 

Tym zajmowałam się ostatnio. I jeszcze pewnym projektem przyrodniczym na Ciekawą Medycynę, ale to opowiem, jak dojrzeje.

A, uświadomiłam sobie że tutaj nie mam odnośników do czatów, które prowadzę. W czwartki, godz 22 pokój sens na Polchacie. Wejście tutaj. Zapraszam.

Kot dzielnie mi asystował, jak widać na zdjęciu. A niebawem będzie zdjęcie z bobrem. Płynącym. Takim w rzece. Widziałam i zrobiłam! Będzie wkrótce.



poniedziałek, 23 kwietnia 2012

KURKA WODNA



NET


Gdzie znalazłam net? Gdzie?  Na własnym tarasie…. Ślicznie łączy. Tylko jak posiedziałam pół godzinki na dworze, to się przeziębiłam, bo ta wiosna taka ciepła, i ocieplenie klimatu mamy przecież. A ta para z oddechu to złudzenie optyczne.

Może da radę rozwiązać problem przywożąc tu dłuższy kabel i wywalając modem za okno. Bez netu jak bez ręki. Blog, to najwyżej wpiszę później, ale kurcze, z robotą to lubię jednak ogarnąć na bieżąco, bo za bardzo mi narasta.

Bardzo dużo tu ptaków śpiewa. Nie sądzę by kocinda na razie coś upolował, bardzo nie potrafi jeszcze, ale zabawę ma po prostu przednią. Przychodzi co jakiś czas się odmeldować na oknie, i wcale nie włazi do domu, tylko zawija ogon i „hopa-hopa” - gna w siną dal.

Przychodzi na wołanie. To miał zawsze, ale tutaj jest to szczególnie ważne.

Przestał gryźć, co mu się w mieście zdarzało. Nie ma czasu. Zaczął mruczeć. Zaczął się łasić i siadać na kolanach. Wcześniej był cichy i taki „obok”. Zaczął miauczeć, jak chce mieć otwarte drzwi, a w mieście był niemy. Ale jest dystyngowany: najpierw podchodzi do drzwi i sprawdza, jak zamknięte - to czeka przed. Jeśli duzi nie reagują, to albo rezygnuje albo miauknie. Zależnie ot tego jak bardzo chce wyjść. Nie drze ryja bez sensu. I co bardzo ważne – nie budzi. Tak miał zawsze. Chyba, że bardzo musi. Ale standardowo to czeka aż człowiek się obudzi i usiądzie, dopiero wtedy przybiega. Dobry kot.

niedziela, 22 kwietnia 2012

MYŚLIWY

Jak poluje miastowy kot: Na środku jasnego kwadratu dwa na dwa metry, takiej jakiejś wykładziny antypoślizgowej przed wejściem do garażu, w każdym razie na tle dużego, jasnego kwadratu siedzi sobie przyczajony, rozpłaszczony koteczek. Czarny koteczek. Z czerwoną obróżką. Znakomicie widoczny, ale za to bardzo rozpłaszczony. Sikory go widzą i się drą. Ale tak przez chwilę tylko, bo potem zaczynają spokojnie ćwierkać i ignorują kota-idiotę.

Ale on wcale nie jest idiota. On jest tylko bardzo początkujący.
Kotencja miastowa, zna tylko mieszkania i balkony, ptaki zawsze były, ale były w tym trzecim, niedostępnym wymiarze: gdzieś, tam, w przestrzeni, daleko poza zasięgiem. A tu były ptaki, tu, obok, blisko, bez szyby, bez niczego, tak sobie były i się ruszały i można było podejść! Tylko odlatywały, jak się podeszło, ale można było się też zaczaić!

Kotencja był wyraźnie był zdumiony tym, że można pobiegać we wszystkich wymiarach, a teren był mocno trójwymiarowy, bo na skarpie. Był tak przytłoczony nadmiarem wrażeń, że w pewnym momencie wlazł za okno i zaczął patrzeć na ptaki zza szyby. To było pierwszego dnia, normalnie wlazł za szybę i przycupnął, żeby sobie odpocząć w środowisku, jakie było zawsze.… Ale tylko chwilę. Teraz już biega jak stary.