---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wznowiłam pisanie Ciekawej Medycyny, popularno-naukowego bloga. Zapraszam, fajny jest. Wiem, bo sama go napisałam. TUTAJ link.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 12 marca 2012

NOWA SZCZOTKA

Nowa szczotka dla kotka. Kupiłam mu, niech ma. Wcześniej pożyczyłam zaprzyjaźnioną szczotkę w celach testowych. Przyjęła się. No to nabyłam własną. Może trochę mniej będzie łykał sierści (ma ciut typowych sierściowo-kocich problemów).

Wyraźnie nie zna czesania, i chyba trochę go łaskocze. A szczotkę gryzie. Nawet jak sobie leży szczotka.I chyba mu służy to czesanie, bo jeden z domowników, co o szczotce nie widział - zwrócił uwagę że jakiś ładniejszy taki. A on po prostu jeszcze bardziej błyszczy. Natomiast nie wyczesuje mu się podszerstek. Może on nie ma podszerstka? Tylko głównie te długie? i dlatego tak błyszczy?

czwartek, 8 marca 2012

ŁAPANIE KOTA

Znalazłam na blogu Tadeusza Niwińskiego grę w łapanie kota (kliknij) - kot siedzi na planszy typu plaster miodu i trzeba go otoczyć tak by nie mógł uciec. Kot jest sprytny i często zwiewa. Uwaga, wciąga.

Mój osobisty kot nawiewa mi częściej, bo z nim też bawię się w łapanie kota. Uwielbia zwiewać za taki mebel gdzie może wybiec z drugiej strony..

Wracam do roboty.

Wstyd

Byłam dziś na filmie "Wstyd" - i żeby otrząsnąć się z koszmaru i bólu wzięłam się za pisanie na Ciekawej Medycynie. Wisi już odcinek o błędniku, a jutro ukaże się o zaburzeniach błędnika. Od razu mi pomogło. Jak można być, aż tak pokręconym jak bohater filmu?! To się nawet nie da współczuć, bo to trzeba by podobnie czuć. Wyobrażacie sobie film wypełniony scenami erotycznymi, gdzie jakoś nikomu z oglądających nigdzie krew nie napłynłęła? Bohater, seksoholik, ma w sobie taką pustkę, że po prostu szok.

Nic nie było o kotach.

Ale swojego wyczesałam nową szczotką - pożyczoną w celach testowych. Kot gubi futro na potęgę, jako że wiosna, a szczotkę gryzie i atakuje - chyba go łaskocze. Ale jak szczotka leży, to się o nią mizia. Więc będzie dobrze. Mi tam parę kocich włosów nie przeszkadza, ale on je zlizuje i łyka, a wtedy są problemy, a pasta odkłaczająca jest i droga i wcale nie jestem, pewna czy taka znowu dla kota zdrowa. No, to testuję czesanie.

środa, 7 marca 2012

dziś lirycznie

KOCIE HAIKU

mały kocioń mój
wtulony w  kaloryfer
mróz przepowiada.

(haiku: sylaby 5-7-5, krótka forma bez rymu, rodem z Japonii)


Cięłam drzewa na działce ostatnio, i zrywałam pierwsze przebiśniegi. Od przedwczoraj znów zimno, i znów daje się chodzić po zamarzniętych działkowych ścieżkach, zamiast brodzenia w błocie "z kępki na kępkę". Tylko pracować się za bardzo nie daje. Może i dobrze, bo porobiły mi się zakwasy, przerwa się przyda.

Ale jak nie sekatorem, to chociaż w klawiaturkę postukam. Co by nie mówił, kawał dobrze wykonanej roboty dobrze robi i na humor i na konto bankowe. A jak obok śpi wtulony kot (porzucił ukochany kaloryfer dla mnie!) - to czegóż chcieć więcej?

(No dobra. Można jeszcze chcieć, żeby mi się robota szybciej pisała, bo nie wyrabiam założonego planu. Zmęczona jestem. A jednak, a jednak... nawet jeśli trochę wolniej - to na szczęście w dobrym kierunku. I tego się trzymajmy.)

poniedziałek, 20 lutego 2012

Góry, góry i ciągle mi nie dość....

Wróciłam z gór. Mam zakwasy wszędzie, ale żyję. Śniegu było do biustu. Zabawnie się przemieszcza w czymś takim (najpierw trzeba odkopać rękami na tyle żeby dać radę przesunąć nogę). Pług śnieżny nie dojechał, bo utknął...          
Zeszłyśmy dzień później niż planowane, jak już śnieg nieco "siadł" i dało się po nim iść.
Kocioń tak mnie witał w drzwiach, że aż niechcący nimi oberwał (ale lekko, bo spodziewałam się, że będzie się trynił).





                                                

czwartek, 16 lutego 2012

FAWORKI

Z racji tłustego czwartku robiliśmy w górach różne dziwne a smaczne rzeczy.

Między innymi Ania (czyli Sado, bo niektórzy znają ją pod ksywką) zrobiła rewelacyjne cosie, które nazwała pączkami. Tak naprawdę były to faworki, tylko cięła je w kółka i robiły się okrągłe, i wyglądały jak pączki. Przepis jest tak prosty, że aż szok.


PROSTY PRZEPIS NA FAWORKI (z zeszytu mamy Sado)

Ciasto:
- kostka sera białego (TAK, SERA BIAŁEGO) mielonego.
- jajo
- szklanka mąki.

Dodatkowo:
- smalec lub oliwa do smażenia. Może być olej, ale olej ma niższą temperaturę wrzenia i wychodzą tłustsze.
- cukier puder do posypania (dużo)


Zagnieść. Możliwe, że wgniecie się więcej mąki, ale zaczynamy od szklanki i jak za miękkie to dosypujemy po trochu. Jak już odchodzi od ręki to zostawić na pół godziny w chłodzie, można dłużej. Owinąć folią, żeby nie wyschło. Wałkujemy cienko, jak najcieniej. Wykrawamy co chcemy (kółka, faworki klasik, ja ukochałam kwadraciki i też działa). Smażymy, posypujemy obficie cukrem pudrem.

MNIAM!

piątek, 3 lutego 2012

1000 i 10 000

Siedzę sobie po obiedzie, za oknem zmierzch i mróz (PONIŻEJ 20 stopni, normalnie ściany promieniują zimnem), kot śpi obok, na półeczce przy kaloryferze, na kolanach książka.

Biedny Milioner - nowa książka Tadeusza Niwińkiego. Dziś przyszła (zamówiłam w poniedziałek). Zawiera między innymi informację o ćwiczących muzykach. Okazało się że ci genialni wykonawcy to ćwiczyli więcej godzin (10 000) niż ci gorsi (4 000). Jakby geniusz zależał od wrodzonych właściwości, to by ćwiczyli mniej, prawda? A ćwiczyli więcej, czyli prawdę głosi przysłowie, że trening czyni mistrza.

Na mojej stronie Ciekawa Medycyna mam już tysiąc odsłon. Dziś stuknęło. Zobaczyłam z samego rana.

Czy jeżeli napiszę 1000 odcinków Ciekawej Medycyny (po około godziny każdy) to czy osiągnę mistrzostwo pióra?
Bo na razie napisałam 40 (wisi 25 na głównej i 6 na filii, 10 jest na kompie). I mam wrażenie, że teraz piszę lepiej niż na początku.

 ---------

Jak wietrzyć przy mrozach? Krótko i szeroko. Żeby wymienić powietrze, a nie wyziębić ścian.

Tak zrobiłam. Kiedy po 5 minutach wróciłam do tej zimnicy, w jaką zamienił się mój pokój, zobaczyłam kocionia. Na parapecie rzecz jasna. Wysokie piętro, pod spodem beton. Wyglądał sobie.

Pamiętaj!. Jak zobaczysz istotę, którą kochasz na parapecie - nie krzycz. Bo może się przestraszyć i wypaść. Zanim zdążyłam wykrztusić z siebie "chodź, chodź, dobry kotek!" kocinda uniosła się na 4 łapki, wygięła grzbiet i przydreptała do mnie, żeby się połasić.

Pochwaliłam (za przyjście), pogłaskałam, wzięłam po pachę, zamknęłam okno.
Rytm serca zwalniał....