---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wznowiłam pisanie Ciekawej Medycyny, popularno-naukowego bloga. Zapraszam, fajny jest. Wiem, bo sama go napisałam. TUTAJ link.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 2 września 2011

DOMEK NA PLAŻY

Kołobrzeg. Domek na palach, na plaży. Tak, poważnie, i to za sensowne pieniądze. Standard taki turystyczny-niższy, ale jakie widoki! I szum morza cały czas. I smażalnia pod nosem. Zachody słońca z leżaczka.


PS. Ponieważ widzę w statystyce bloga, że ten wpis się googla, to ja tu podam telefon do tych domków:  600 528 272. Nie mam z tego żadnych pieniędzy, ale kwękali ostatnio, że za mało klientów. A to piękne miejsce. Jak ostatnio szukałam tego telefonu do nich, to dzwoniłam po kołobrzeskich smażalniach, bo zmienili numer, a strony w necie nie mają. Na szczęście ludzie ze smażalni byli zarówno mili jak i zorientowani.







piątek, 1 lipca 2011

ŚMIERĆ PRZYJACIELA

Lipiec – śmierć przyjaciela.


Spędziłam przy nim ostatni tydzień jego życia. Zdążyłam pogadać i się pożegnać.

W zakamarku mojego mózgu pozostanie w słońcu, na werandzie domu, palący fajkę. Gadający ze mną o wszystkim.
Nie, w ostatnim tygodniu już nie był wstanie siedzieć. To obraz z wcześniej. Mam nadzieję, że wygląda teraz czasem zza chmury. A to, że życie mi się coraz fajniej układa, to dlatego, że czasem szepnie coś Najwyższemu na ucho.

I nie będzie zdjęć z lipca.

piątek, 1 kwietnia 2011

OBRONA. Żaby niebieskie.


 Kwiecień miałam obronny :-)

19 broniłam doktorat. Mam literki przed nazwiskiem. Rzadka okazja zobaczyć mnie na zdjęciu - dobrzy ludzie zrobili (dziękuję Paniom z Dziekanatu)


Kwiecień był wyjątkowo ciepły w tym roku i suchy, więc postanowiłam imprezkę dla znajomych zrobić na słoneczku, na działce. Ale aż tak prosto to nie było: Przed obroną poszła po działkach fala włamów. A impreza obronowa miała być właśnie na tej działce. No to co robiła przyszła Pani Doktórka na 3  i 2 dni przed obroną ? Spała w puchowym śpiworze na działce, żeby pilnować czajnika elektrycznego i ciasteczek dla gości. Co by nie ukradli. W dniu obrony na działce spał kumpel i pilnował (dzięki!). 

 Na początku zrobiłam doroczny rajd Niebieskie Żaby. Bo jest taka jedna żaba, nazywa się moczarowa, której samce w okresie godowym przebarwiają się na niebiesko. I to całkiem solidnie. Tym razem się nie udało zobaczyć, ale ładna pogoda była do spaceru. 


wtorek, 1 marca 2011

ARTYKUŁY. DZIAŁKA.

W marcu...
Pojechałam sobie pisać artykuły. W świętym spokoju, przy kominku. I nie uwierzycie gdzie – do domu rekolekcyjnego w Olszy. Prowadzony jest przez wspólnotę ŚWIECKĄ, co mi się, już jak usłyszałam, spodobało. Na miejscu spodobało mi się jeszcze bardziej. I przez tydzień powstało dużo artykułów. Nie to żeby mój szef znalazł czas na przeczytanie, więc na razie nie opublikowałam. Ale napisałam. Teraz, prawie rok później, gdy to piszę, mam więcej czasu i będę wracać do tematu – mam gotowce.

Wiosna była wyjątkowo ciepła i sucha. Dlatego jeszcze zrobiłam małą imprezkę przy ognisku, taką typu „palimy łęty po zimie, i pieczemy kiełbaski”.


wtorek, 1 lutego 2011

FOTO MODELKI

Latałam głównie za jakimiś drobnymi papierkami do obrony. Po drodze wybrałam się na imprezę poobozową u Ewy. Było bardzo sympatycznie. Na zdjęciu – rzadka okazja – można obejrzeć mnie. Zwykle trzymam aparat i zdjęcia mają wszyscy dookoła tylko nie ja.    

Pobawiłam się też trochę ze zdjęciami modelek. Fotografowałam moją pierwszą. Zabawa przednia, zdjęcia dobre, modelka zadowolona. Mam jeszcze lepsze pomysły na zawód wykonywany, ale jakby co to wiem w co się pobawić. (Jak dostanę zgodę modelek na powieszenie na facebooku to powieszę)

sobota, 1 stycznia 2011

JASKINIOWEC i G. SOWIE

Sylwestra spędzałam w Lanckoronie z Jedynką, jednym z moich trzech klubów turystycznych (więcej o Jedynce - kliknij). Bal mieliśmy przebierany – Sylwester z Jaskiniowcem, bardzo udany :-). Okolice ładne i łatwe do łażenia, dużo wycieczek, dużo zabytków religijnych. (galeria z wyjazdu: kliknij)


Na rynku absolutnie obłędna knajpa – Cafe Arka (ich strona: kliknij). Cudne spokojne i artystyczne wnętrze. Warto tam zjeść czy odpocząć jak się przejeżdża w pobliżu Krakowa. A poczęstowali mnie napojem ambrozją – nazywało się to red cappuccino i było rooibosem, czyli czerwoną afrykańską trawką, parzoną w ekspresie jak kawa. Z bitą śmietanką, miodem i cynamonem. Parzenie w ekspresie wydobywa zupełnie inne aromaty niż parzenie w szklance przez zalanie wrzątkiem. Inny napój. Coś pysznego. Troszkę jak bardzo aromatyczna kawa. Podobno jeden z 10 najpopularniejszych napojów świata – zasłużenie! Daje się to z dużym sukcesem odtworzyć przy parzeniu w tak zwanej kawiarce-przelewówce, takiej stawianej na gazie. Kawosze wiedzą o czym mówię. Zamiast kawy wystarczy wsypać z rozdartej torebeczki rooibosa – i dalej jak z kawą. POEZJA. Polecam.

A w Nowy Rok było InO (Impreza na Orientację – lata się mapą po lesie, albo mieście). I dałam popis jak przystało na blondynkę. Przyszedł jakiś sympatyczny z paszczy gościu, co go nie znałam i zapytał czy ktoś by z nim nie poszedł, bo on nie chce sam. No to powiedziałam, że z nim pójdę. Tylko spytałam, czy szedł już w Ino, bo ja słabo te zasady umiem. Na co za mną rozległ się sceniczny szept:
- Lila, to jest szef mazowieckiej komisji od Ino.
No, to super, że gościu z komisji, będzie znał przepisy, nie?.
A całe bractwo było tak zdumione rozmiarem mojej ignorancji, że nawet się ze mnie nie śmiali, bo to w dodatku był prezes klubu, co też mi jakoś umknęło… Pozdrowienia, Kamilu.




A w połowie stycznia pojechałam w Góry Sowie – głównie w celu zwiedzania podziemi – tam są kopalnie-tunele z drugiej wojny światowej, uchodzące za niedokończoną kwaterę Hitlera. Najniższa część jest zalana i można pływać po niej łódką, jak widać na zdjęciu. Atrakcja spora, niemniej pierwotnie korytarze były suche, woda przeciekła później. Kompleks robi wrażenie. I wielkością. I pochodzeniem. Średni czas życia więźniów, którzy kuli tunele wynosił 3 miesiące. Skoro dostawali rację dzienną 400 kalorii to jak mogliby przeżyć? Zapotrzebowanie dorosłego wynosi 2500-3500, pracującego fizycznie 5000 i więcej.